Wyjaśnienia... część pierwsza


To jest ten dziwny moment, w którym nie mam w zasadzie zielonego pojęcia, od czego zacząć. Wiem, że chce coś przekazać, ale palce na klawiaturze nie wiedzą, od których klawiszy zacząć. Może zacznę od początku...

Pierwsze spotkania z X-Techem
X-Techa kojarzyłem w zasadzie od początku przygód z RPG Makerem, a to dzięki grze Bunt Maszyn. Nie wiem, co dokładnie w tej produkcji mnie wtedy przyciągało; dość wysokie noty na Twierdzy, klimat, obietnica czegoś zajebistego... nie pamiętam już. Jednak w samą grę grałem bodajże z pół godziny - miałem wtedy ze 13 lat, szybko traciłem zainteresowanie kolejnymi grami z RPG Makera, po prostu leciałem po wszystkich, które były dostępne ówcześnie na rpgmaker.pl tytułach, ściągałem, co mi się podobało i grałem... chwilę. Od tego czasu też rósł jakiś "mistycyzm" wobec tej postaci; twórca z dobrymi ocenami, który zaglądał od czasu do czasu na kanał IRC, rozmawiając o rzeczach, których kompletnie nie kojarzyłem, sprawach, które mnie jakoś omijały, a reszta rozmawiała z nim w miarę spokojnie. Było wtedy widać jako upodobanie do pojazdów po użytkownikach, ale wydawało się to jakoś... bardziej błahe? Nie wiem. Taki stan rzeczy utrzymał się gdzieś do momentu, w którym wszedłem na czat Gospody RM-a - wtedy jeszcze odgadywaną nieco świeżynkę, ale z czasem zacząłem i tam zaglądać oraz się angażować. Ale o tym nieco później.

Odkrywanie sceny
Gdzieś pod koniec 2015 roku zacząłem się angażować na wtedy jeszcze żywym forum zwanym Ultimateam. Jako, że już miałem jakąś wiedzę z tego zakresu, pomagałem czasami ludziom w dziale pomocowym, często nie licząc się z konsekwencjami (bo zdarzało mi się dopowiadać albo pleść głupoty). Nie zwracałem zbytnio uwagi na użytkowników; w teorii część rozpoznawałem, ale nie do końca. Z tego, co pamiętam, to głównie Yoroiookami mi zapadł jakoś szczególnie z pamięć, zwłaszcza z powodu dość nietuzinkowej serii gier - Kable. Pamiętam, jak odpaliłem chyba trzecią część. Kompletnie nikogo tam nie kojarzyłem, a jednak gra miała jakiś dziwny, przyciągający urok, który przyciągał do monitora. Dziś ta magia zniknęła. Nie chcę krytykować gierki, czy coś - gry, zwłaszcza najnowsza, piąta część są wykonane naprawdę porządnie - po prostu początkowy czar prysł. Dla mnie to teraz ładna laurka dla sceny. Taka bardzo ładna. Trochę mam tych laurek jednak dość i rzygam szczerze myślą, jak ktokolwiek mówi - weź, Yoroi zrób Kabla VI. To nie ma sensu. Mimo napracowania, widać zmęczenie materiałem, po prostu. Odszedłem od tematu...

De fakto rozpocząłem poznawanie sceny polskiego RPG Makera dopiero na Discordzie GRMA. Dalej ten kontakt nie był bardzo wyrazisty, ale musiałem się skonfrontować z częścią wizji. Nagle odkryłem, że ta "mistyczna" postać, jest tam, lekko mówiąc, niemile widziana. Mało pamiętam z tego okresu; X-Tech kiedyś tam wszedł, ale zrobił awanturę i został zbanowany - nie tak od razu, po paru tygodniach. Mistycyzm padł, spod magicznej perelyny ukazał się jakiś prowokator.

Prowokator w akcji
Później, bo w kwietniu 2019, Twierdza też się przestawiła na Discorda, co spowodowało, że X-Tech też tam wszedł, a dzięki zachowaniu historii czatu (IRC błogosławiony za to, że nie musiałem czytać bzdur...) poznawałem kolejne jakieś jego pojazdy za stare sprawy.
Z Twierdzowego czatu zrobił się żart; przynajmniej, na GRMA. Większość osób wobec Twierdzy zachowywała się jak rodzina do wujka, który przychodzi nachlany o czwartej nad ranem i opowiada seksistowskie żarty - niby musi go tolerować, bo to rodzina, ale i tak wszyscy nie cierpią jego zachowań. Za bycie w redakcji Twierdzy zostałem raz obeśmiany; kto normalny by chciał iść do takiego wariatkowa - pisali. Kto by chciał wytrzymać z X-Techem na jednym kawałku czatu? Ja jakoś wytrzymywałem, jeszcze wtedy. Mimo takich, a nie innych opinii, na czacie zebrało się łącznie 120 osób, w tym wiele z Gospody, którzy to nawet odnajdywali swobodę w pisaniu na czacie Twierdzy. Odkrywały się, a ja się do nich upodobniałem w zdaniu. Zacząłem odpisywać na zarzuty X-Techa. Gadanie z trollem nie jest dobrą taktyką, co raczej każdy przyzna, ale wtedy dawało mi to jakąś niespodziewaną satysfakcję - możliwość stanięcia bezpośrednio z kimś potężnym. Mimo tego, że później dostawałem do łap narzędzia, które miały pomóc, w razie czego, gdy coś się stanie nieciekawego, ale wciąż, wolałem się pokłócić, bo to mi dawało jakieś pozytywne emocje. Do tego wszystkiego sensu nadawało mi to, że od pewnego momentu ludzie zaczęli, przy każdej okazji, gdy zaczął on znowu atakować wszystkich, wyliczać punkty regulaminu, które łamał. Oczywiście, na nikim to nie zrobiło żadnego wrażenia. Dodatkowo, osobą, która lubiła się angażować w dyskusję z X-em, był Crashur (będę tutaj pisał skrótowo Crash, bo zmieniał z czasem końcówki swojego nicku - zajętość danego nicku była tak dla niego uciążliwa, że zmienił ją dwa razy). Odnaleźliśmy w tym jakąś wspólną pasję i nawiązaliśmy jakiś głębszy kontakt, napędzany nienawiścią.

Początek kryzysu
Kryzys zaczął się gdzieś od rozpoczęcia dość nagłej akcji, jaką był konkurs Konrad Championship - nie będę się tutaj rozwodził nad powstaniem tego konkursu. W tym czasie też zaczęły nasilać się ataki X-Techa wobec mnie. W związku z organizacją konkursu, Reptile dał mi upgrade do Wielkiej Rady, a co za tym stoi - możliwość banowania. Wtedy jeszcze chciałem być w miarę lojalny wobec jakiś wewnętrzych zasad Repa - inaczej, nie chciałem nikogo banować. Versus (kolega redakcyjny) - korzystał z możliwości wyrzucenia (kickania) dość często, ekskluzywnie na X-Techu. Oczywiście, to nic nie dało, bo ten wracał po dniu-dwóch i zaczynał tą samą gadkę od początku. Problemy z samym konkursem to historia na cały artykuł, nic we mnie z tego powodu się mocno nie ruszyło. Większy problem był z gatkami X-a. W pewnym momencie zawziąłem się w sobie i postanowiłem po raz pierwszy dać bana X-owi. Przedtem Reptile chyba tylko raz zgodził się na taki gest i to po wielu błaganiach. Tydzień spokoju. Jej. Wtedy w jego oczach zmieniłem się w marionetkę drugiej strony. Zaraz po przyjściu zrobił kolejną awanturę, w którą znowu się wdałem. Czemu po prostu go nie zbanowałem znowu? Czułem się zbyt lojalnie wobec Repa, który by tak nie postąpił. Skoro on tak nie postąpił, to dlaczego ja miałbym. Po trafieniu na tą "najczarniejszą" listę, wiadro pomyj było na mnie wylewane praktycznie co chwilę. Ale zacisnąłem zęby i szedłem w to dalej. Po kolejnym moim banie było jeszcze gorzej, bo wtedy jeszcze były jakiekolwiek nadzieje na to, że się odmienię spowrotem w "prawowitego" - według jego wizji - Twierdzowicza.

Wtedy też Crash zaczął coś przebąkiwać o pomyśle na swoją nową stronę. Podjarałem się nowym pomysłem - tak samo w sumie, jak pojarałem się wizją konkursu.
Szybko strona spotkała się z dezaprobatą - po co tworzyć kolejną stronę, kolejny obóz? Przecież stron o tej tematyce jest tak wiele... Zebrałem wtedy kilka osób, które szanowały nas wtedy za ten pomysł, który początkowo ja ochrzciłem zrobgre.pl.

O przygodach z Rubinem, kumulacji problemów z X-Techem, moim kryzycie wewnętrzno-społecznym oraz RMPlus, już niedługo, serio, nie mam więcej siły dzisiaj tego pisać...


 

by @almostnoruby, 2015-2020. Strona korzysta z W3.CSS. Czcionka.

www.000webhost.com